Często słyszę od innych, że brakuje im motywacji do działania. Taki "słomiany zapał". Najpierw jesteśmy nakręceni na maksa, później dostajemy tzw. "doła", czyli mówimy sobie teksty typu "to nie wyjdzie", "Zdzisiek miał rację", "to nie mogło wyjść", "co ja sobie wyobrażałem?" etc. Przykładów nie musiałem przytaczać.
Takie chwile zwątpienia zdarzają się prawie wszystkim, a może nawet i wszystkim. Z tym, że u niektórych trwają one godzinę, dzień, miesiąc, niektórzy z tego nie wychodzą, a u innych ta myśl pojawia się na ułamek sekundy.
Grunt w tym, by nie zrezygnować. Dalej dążyć, w kierunku tego celu, dalej robić swoje. I na tym etapie, takiego załamania (jak trwa trochę dłużej) warto odsunąć od siebie zdania znajomych typu: "a nie mówiłem? :>". Niekoniecznie odciąć kontakty. Po prostu: nie wspominać o Twoim projekcie. Bo po co? Byś jeszcze bardziej się załamał bądź, co gorsza, zrezygnował?
W pewnym momencie życia dochodzimy do momentu (choć nie wszyscy dochodzą), w którym zauważamy nasze możliwości. W Alchemiku została opisana historia, która dokładnie to ilustruje.








